|
Wypalacz węgla drzewnego
zobacz zdjęcia: tutaj
Opowiada Tadeusz:
Las
Kiedyś w Dębicy robiłem.
Ale na co mi życie w mieście. Do miasta nigdy bym się nie
przeprowadził. Najlepiej mi lasy odpowiadają i już. Na początku za
konie się wziąłem. Zrywałem drzewo koniem parkowym koło Lublina. Mnie
tak wciągało do tego lasu. I las, i las. Potem wróciłem w
Bieszczady. Trochę na budowie, a potem w lesie znów zrywałem
drzewo. W końcu ktoś przyszedł i spytał czy pójdę na wypał.
Odpowiedziałem, że nie umiem palić. I nauczyłem się. Od września 2006
roku palę. Mieszkam tu cały rok.
Węgiel drzewny
Raz przyszła kobieta i
pyta się mnie, kiedy pstrąg będzie. Myślała, że jak dym idzie
górą to się wędzi. Nie wiedziała o co chodzi. W końcu się pytam
– Robi Pani grilla? – Ano robię. – A wie Pani jak
węgiel wygląda drzewny? – Wiem – A to właśnie taki węgiel
wyrabiamy. Trzy godziny mi wtedy zajęli.
Każdy jak sobie pójdzie do sklepu i kupi węgiel to sobie myśli, że ma. Ale weź sobie węgiel
prosto z pieca. To
dopiero jest węgiel. Tam to tylko śmieci. Najlepszy jest buk. Grab też
jest dobry, ale trzeba by było go z olchą zmieszać, bo za duży żar
daje. A olcha trochę zatrzymuje. A buk daje tak w sam raz. 1100 stopni
daje buk, a grab nawet do 1500 stopni.
Robisz piątek, świątek i
niedziela. Jedziesz na okrągło. Czasami w niedzielę przyjedzie TIR i
trzeba go ładować. Ładuję się 16 ton. To idzie na całą Polskę: Zielona
Góra, Warszawa, Jelenia Góra, Białystok…
Przeładowują też i idzie za granicę. Ale w Polsce tylko w Bieszczadach
palą. I jeszcze na Ukrainie. Palą tu u nas: Cisna, Stuposiany, Wetlina,
Bircza, Jureczkowa. W kilkudziesięciu miejscach.
Cztery Pory roku
Jak jest minus
dwadzieścia to też się robi. Tylko w ręce zimno. Temperatura mnie nie
rusza. Ten klimat mi sprzyja. Widzisz jak ja chodzę: sweter,
podkoszulek i kurtka. A czasami nawet chodzę w mrozie bez swetra, tylko
w podkoszulku i kurtce, bo robi się zaraz ciepło. A czapka to musi być.
Najlepiej pracuje się
wiosną i jesienią. Ani za zimno, ani za gorąco. We wrześniu jest wolne,
bo Ci, co węgiel zabierają jadą wtedy na urlop i nie ma wtedy wypału.
Zimą nie wszyscy pracują. Nie wszyscy mają drzewo.
Piec
Najlepiej jak drzewo leży
dwa lata na składzie. Nakryte i powinno mieć przewiew. Wtedy wychodzi
idealnie. Ale pali się dużo i idzie na bieżąco. Tną i idzie tutaj
surowe. Nie ma czasu na składzie poleżeć.
Do pieca wchodzi 12
metrów drewna, co daje czasami 7 ton, a czasami 9 ton drzewa.
Zależy od gatunku. A po wypale wychodzi około tona węgla. Trzeba się
narobić dziennie. Jak palimy we dwóch to nawet ponad
czterdzieści ton węgla miesięcznie mogliśmy wypalić. Wychodzi tak: masz
piec załadować i wybrać. Robota na cały dzień.
Na tylnej rajcy (w tyle)
jest olcha, iwa i brzoza, a na górze buk. Ale to różnie
jest. Dajesz jak idzie. Nie wybierasz. Iglaste drzewo nie ma
wydajności. Wychodzi gruby węgiel, a z pieca wyciągniesz 400 kg. Nie ma
sensu palić. Najgorsza jest osika. Jest jak pióra. Raz miałem
dwa piece. To niech go krew zaleje.
Piec ładuję do trzech
godzin. W środek daje się kobuchy (niedopalone drzewo) i worki. Potem
polewa się ropą i zapalam zapalniczką. Ale ropy nie musi być. Wtedy
trzeba więcej gazet. Ogień musi się w tyle pokazać, bo jak się na
przodzie pokażę to trochę źle. Drzwi są otwarte kilka godzin. Tak samo
klapa na górze, kominy i pominiówki. Pominiówka
łapie powietrze, a komin wypuszcza dym. Potem zamykam drzwi, zakręcam,
zasypuje i zalepiam gliną.
Na górze jest
klapa i dwa dopalacze. Jak zamyka się klapę, to zamyka się dopalacze.
On będzie szedł 3-4 godziny na głównej klapie, potem się zamyka
całkowicie klapę i dopalacze i idzie na kominy. A piec na górze
gorący. Kiepskie buty to tylko miesiąc wytrzymają. A te wojskowe to już
mam ponad rok. Jak na piec wchodzę to tylko te wojskowe ubieram, bo mi
guma się nie topi. A te kiepskie to od razu się topią.
Komin, pominiówka,
komin, pominiówka…sześć kominów, sześć
pominiówek. W nocy zobaczę czy idzie mi ogniem. Jak już żar
widać to trzeba pominiówkę zasypać. Bo jak jest żar to nam
węgiel wypali. I wtedy on sobie idzie spokojnie na kominie. Najgorzej
jak wiatr wieje. Bo ciągnie na jedną stronę. A później drugą
stronę musisz ciągnąć i ciągnąć. Nawet do pięćdziesięciu godzin możesz
wypalać.
Trzeba sprawdzać co kilka
godzin piec. Otwierasz ten główny dekiel i tylko sprawdzasz
gdzie masz węgiel, a gdzie masz kobuchy. Sprawdzasz tyką. W węgiel
wchodzi w środek, a w kobuchy nie, bo stuka. I wiesz, w którą
stronę pokierować deklem, aby wypaliło tam gdzie trzeba. I go puszczasz
na pół dekla. Tu jest komplikacji. Ja już na wyczucie robię.
Wiem o co chodzi. Jak skończy się wypalać drzewo po około
czterdziestu godzinach to trzeba wystudzić piec. Zimą łatwo, bo jak nie
śnieg spadnie to niska temperatura jest. Do tego piec ma odwodnienie,
bo drzewo mokre lub zamarznięte. Ale latem już trzeba zalewać wodą. I
odwodnienia się nie robi. Sześć wiader w kominy i dwadzieścia cztery na
górę. Ale to zależy jak paruje. Wtedy szybko stygnie.
Jak nie masz kobucha to
nie masz węgla. Zostaje miał. Po prostu groszek. Jak jest kobuch to
jest gruby węgiel i ciężki. Kobuchy muszą być. Norma pieca to około 65
worków. Do worka 15-16 kg wchodzi.
Jeden piec nie
zawsze Ci jednakowo pójdzie. Ja lubiłem ten piec, który
teraz stoi. Kulawy, ten koślak. On pięknie chodził. Dawał prawie
półtora tony. A z tego Boćka, bo w odwrotną stronę ma drzwi i
jest wąski, a długi. Ale on daje mniej. Każdy piec ma swoją nazwę. Od
przodu jest Pierwszy, potem Bocian, Kwadraciak, Kulawy, Bocian, Beczka
i Ostatni.
Nie ma palacza, żeby
jednakowo palił. Każdy pali inaczej. Miałem trzech nauczycieli i każdy
z nich nauczył mnie innego systemu palenia. Z tych trzech wybrałem
teraz swój własny. Ja widzę po kominach jak się pali. Po dymie.
Bezpieczeństwo
Jak wpadniesz do pieca to
już nie wyjdziesz. W tym roku lub tamtym rodzeństwo poszło. Poszedł
facet. Spadł mu zegarek. Wszedł i ta został. Siostra chciała go ratować
i też weszła. Nie paliło się, ale jest tam czad. Był też inny taki
mądry. Nie mógł otworzyć drzwi. Chciał od środka otworzyć.
Wszedł i już tam został. Żebym tam miał diamenty, brylanty to nigdy bym
nie wszedł. Po otwarciu drzwi prawidłowo powinno się poczekać około
pięciu minut. Góry się nigdy nie otwiera, bo może się zapalić
węgiel.
Tego palca miałem
złamanego. Schodziłem z auta i chrup. Złamał się. Dalej ładowałem
worki. Jak się ruszał, to po co do szpitala. Zrósł się jakoś.
Tutaj biegnie szlak
turystyczny i jak tylko zacznie się sezon i co chwila turyści
przechodzą. I pytają, zdjęcia robią. Niektórzy przeszkadzają,
ale jak sam jestem to się przykrzy.
Pamiętaj jedno, że nie wolno piecowi rządzić. Taka jest zasada. O nie ma prawa Tobą rządzić. Ma iść ogień, tam gdzie Ty chcesz.
Zredagował Krystian Bielatowicz
|
|