|
Imigranci w Melilla
zobacz zdjęcia: tutaj
Malkee przez trzy lata szedł piechotą lub
jechał autostopem z Indii do Maroka. Po drodze wiele razy został napadnięty,
dźgnięto go nożem. Ledwie udało mu się przejść Saharę. Musiał pić własny mocz,
aby przeżyć. Pokazuje mi kilka blizn po nożu i pokazuje jak nabijali go na
palik. – Większość z nas przeszła podobne
trudności, aby się tu dostać. Malkee przebywa w Centrum Tymczasowego Pobytu
dla Imigrantów (CETI) w Melilla, hiszpańskiej enklawie na terytorium Afryki. Od
dziewięciu miesięcy czeka na papiery, które umożliwią mu legalne przekroczenie
granicy z Europą. Przez granicę przejechał w specjalnym schowku pod podwoziem
samochodu. Podobno taki przemyt kosztuje nawet siedem tysięcy euro.
Europa
Zachodnia jest niczym raj dla mieszkańców krajów trzeciego świata. Tysiące z
nich decyduje się opuścić swoją ojczyznę i rusza do wymarzonego kraju.
Sprzedają ziemię, rodziny zadłużają się, przemierzają tysiące kilometrów. Ci,
którzy już mieszkają w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii czy Niemczech,
próbują ściągnąć swoich braci, siostry i innych członków rodziny. Czy odnajdą
swoje miejsce tam, dokąd zmierzają? Wielu z nich nie dociera nawet do połowy
drogi, inni zostają deportowani już z miejsca docelowego. Ale niektórym się
udaje. I to oni dają nadzieję kolejnym. Wiedzą, że można, ale kiedy i jakim
kosztem – to już nie ważne.
Kraje Azji
Południowo-Wschodniej, takie jak Indie czy Bangladesz, są przeludnione. Większa
część ludności w krajach Afryki Subsaharyjskiej cierpi niedożywienie lub nawet
głód. To oni decydują się na kilkumiesięczną lub kilkuletnią wędrówkę do
wymarzonego „lepszego świata”. Głównym celem migracji są dwa autonomiczne
miasta hiszpańskie na terenie Afryki – Ceuta i Melilla. Graniczą terytorialnie
z Marokiem. Tutaj znajduje się lądowa granica pomiędzy Afryką a Europą. Tutaj
jest się jedną nogą na Starym Kontynencie.
Oba miasta
zostały założone przez Fenicjan. Melilla jako Rusaddir, a Ceuta jako faktoria
fenicka Abyla. Później oba miasta były przejmowane przez Rzymian, przez Arabów
lub Portugalczyków (tylko Ceuta). W końcu trafiły do rąk Hiszpanów i do dziś
należą do nich. Melilla przez wieki była tylko fortecę hiszpańską, później była
okupowana przez Hiszpanię, dopiero w roku 1995 uzyskała status autonomiczny.
Zresztą do tej pory powstają waśnie pomiędzy rządem Hiszpanii a Maroka. Ten
drugi wciąż domaga się swoich praw do tych obszarów. Przecież Maroko odzyskało
Tanger, skąd Hiszpanie wycofali się w 1956 roku.
Melilla ma
powierzchnię 12 km². Mieszka tutaj ok. 70 tys. ludzi, głównie Hiszpanów. Jednak
w mieście znajdują się dzielnice, gdzie mieszkańcami są tylko i wyłącznie
ludzie pochodzenia arabskiego. Od pokoleń mieszkają i pracują w Melilla. Główną
dziedziną gospodarki jest rybołówstwo. Kwitnie również handel, charakterystyczny
dla obszarów przygranicznych. Marokańczycy nie tylko sprzedają swoje towary w
Melilla, ale także zaopatrują się w inne w hiszpańskiej enklawie.
To niewielkie
miasto jest wyjątkowe pod względem kulturowym i religijnym. Kultura europejska
asymiluje się z arabską, a cztery religie świata (chrześcijaństwo, islam,
judaizm oraz hinduizm) koegzystują ze sobą bez żadnych konfliktów. Obok
spokojnego życia codziennego mieszkańców miasta, istnieje inny świat. To
imigranci. Każdego roku setki, a nawet tysiące imigrantów przybywa pod granicę
Maroka z Melilla. Koczują w lesie, blisko granicy. Na czterystu metrach
kwadratowych przebywa około czterystu, a może pięciuset ludzi. Nie mają
żywności, ubrań ani pieniędzy. Wielu z nich zostało rannych podczas próby
przedostania się na terytorium Melilla. Nikt nie chce im pomóc. Dziesięć
procent stanowią kobiety, które często rodzą w tych warunkach dzieci.
Przypuszcza się, że do granicy przybywa zaledwie dziesięć procent z tych,
którzy opuścili swoją ojczyznę.
Granica Maroka
z Melilla jest najtrudniejszym etapem na drodze do Europy. Jeszcze przed rokiem
najczęściej usiłowano przedostać się przez podwójne ogrodzenie z drutem
kolczastym, które otacza całe miasto. Jednak wysokość ogrodzenia zwiększono z
trzech do sześciu metrów i obecnie jest to prawie niemożliwe. Często zdarzały
się niebezpieczne incydenty np. w październiku 2005 roku ponad 300 ludzi
próbowało przeforsować ogrodzenie, a dwa miesiące przed tym incydentem trzech
ludzi zginęło w kontrowersyjnych okolicznościach. Niektórych mogą nie dziwić
takie przypadki, ponieważ w straży granicznej nie brak ludzi z negatywnym
nastawieniem do imigrantów. Zarówno po stronie Maroka, jak i Hiszpanii. – Marokańczycy to brudasy, niech Pan spojrzy,
ile tu śmieci. Przyjechałem tu z północnej Hiszpanii, gdzie jak tylko ktoś
wyrzuci peta na ulicę, to od razu wszyscy się gapią.
Najtańszą
drogą przemytu jest morze. Za dwa lub trzy tysiące euro można dostać się z
Algierii do Melilla w dwudziestoosobowej łodzi. Jednym z przemycanych emigrantów
był Siddi Abubakar z Bangladeszu. Mężczyzna jest bardzo rozmowny w porównaniu
do większości spotkanych przeze mnie imigrantów. - Ojciec sprzedał ziemię, abym mógł dostać się do Europy. Z Bangladeszu
przyleciałem samolotem do Mali, a stamtąd już na nogach do Algierii. Teraz
rodzina jest zadłużona, a ja wciąż nie wiem czy mnie deportują. Po dwóch
latach znalazł się w CETI i czeka na papiery. Ale nikt nie wie kiedy będą i czy
w ogóle będą. Największe szanse na otrzymanie takich papierów mają obywatele
krajów dotkniętych konfliktem. Wtedy łatwo uzyskać status uchodźcy. Bangladesz
takiego problemu nie ma i dlatego imigrantom z tego kraju grozi deportacja. Razem
z Siddi Abubakar jest około sześćdziesięciu Bengalczyków, co stanowi dziesięć
procent wszystkich mieszkańców CETI. To bardzo dużo. Dopiero od niedawna
przybywa coraz więcej obywateli krajów z Azji.
Dla dzieci i
młodzieży do lat osiemnastu jest przeznaczone Centro de Menores La Purisima.
Hamid Hamochu z Maroka musi poczekać jeszcze rok, aż skończy osiemnaście lat i
jak twierdzi, wtedy będzie mógł pojechać do swojej rodziny w Barcelonie. – Kocham pizze, frytki, coca-colę, kechup oraz
FC Barcelona! Ale podobno jest z Algierii, nie ma rodziny w Hiszpanii i za
rok przeniosą go do CETI. Takie zachowanie nie powinno dziwić. Większość
imigrantów w ogóle nie chce rozmawiać z dziennikarzami, a tym bardziej nie
pozwala się sfotografować. Wolą się nie pokazywać, nie ujawniać. Niektórzy
wybierają inną drogę – zmieniają swoje dane lub wymyślają historyjki, które
pomogą im w dalszym ubieganiu się o papiery. Bo przecież publikacja może
dotrzeć tam gdzie trzeba.
W Melilla
mieszkają również nielegalni imigranci, czyli ci, którzy nie mają statusu
uchodźcy. Tacy zazwyczaj ukrywają się przed policją i mieszkają w
prowizorycznych namiotach. Adelllah Ben Abdellah z Palestyny dostał się z
Egiptu do Francji dzięki fałszywym dokumentom. Później pracował we Włoszech i w
Hiszpanii, skąd deportowano go do Melilla. Marzeniem Adelllaha jest 1000 euro,
bo zna kogoś w Maroku, kto za tyle przemyci go do Hiszpanii. Jego historia nie
do końca jest jasna. Codziennie chodzi do meczetu, gdzie wydawane są posiłki
dla muzułmanów. Po drodze spotyka się ze znajomymi. Namiot z dziurawych szmat
sklecił niedaleko drogi, w krzakach osłaniających go przed patrolami Guardia
Civil. Tuż obok stoi inny namiot z łóżkiem w środku. – Tutaj wieczorami przychodzą Ci, którzy lubią sex. Robią to mężczyźni z
kobietami, kobiety z kobietami i mężczyźni z mężczyznami. Przyjechali tu kiedyś
Czesi i kręcili film. Jak chcesz, to możesz zrobić zdjęcia? Zobaczyłem
jeszcze zużyte prezerwatywy tuż obok i to była już moja ostatnia wizyta u
Palestyńczyka.
Rząd Hiszpanii
gwarantuje mieszkańcom CETI dach nad głową, wyżywienie oraz ubrania. Wielu
muzułmanów preferuje jednak swoje tradycyjne posiłki. Bardzo często sporządzają
je pod pobliskim mostem, ponieważ wewnątrz Centrum jest to zakazane. Rozpalają
tutaj ogniska i przygotowują potrawy z kupionych na mieście składników.
Ze względu na
brak pozwolenia na pracę, imigranci znaleźli dwa sposoby na zarabianie
pieniędzy. W centrum miasta pomagają kierowcom w parkowaniu oraz myją im
samochody. Zazwyczaj kilkugodzinny zarobek wynosi ok. 3-5 euro, w zależności od
gestu kierowcy. W ten sposób niektórych stać na telefony komórkowe i lepsze
ciuchy. Inni natomiast kupują też narkotyki, takie jak marihuana i haszysz.
Przemyca się je z Maroka. Część ogrodzenia w CETI upodobali sobie imigranci do
przemycania wielu przedmiotów, które są zakazane na terenie Centrum (zdjęcie).
Oprócz narkotyków są to alkohol i żywność.
W Melilla
wiele się zmieniło. Odkąd zwiększono wysokość ogrodzenia, próby przedostania
się na obszar miasta zmniejszyły się diametralnie. Ale to nie rozwiązało problemu
z imigracją w Hiszpanii. Teraz największe natężenie imigrantów występuje na
Wyspach Kanaryjskich. Tak jak kiedyś w Melilla, tak teraz tysiące Afrykanów
przybija do brzegów hiszpańskich wysp. Kilkadziesiąt osób gnieździ się w małych
łódkach, często nieprzystosowanych do żeglugi morskiej. Wielu z nich nigdy nie
dociera na miejsce. Giną z odwodnienia lub w wyniku utonięcia. Przypuszcza się,
że tylko do połowy tego roku na wyspy dotarło ponad sześć tysięcy imigrantów, a
ponad tysiąc prawdopodobnie zginęło.
Rozwiązanie
problemów z imigracją staje się coraz pilniejsze. Po dramatycznych wydarzeniach
we Francji oraz migracji na większą skalę z Afryki Subsaharyjskiej, politycy
biją na alarm. W listopadzie 2005 roku w Brukseli Franco Frattini zaapelował o
podjęcie wspólnych kroków przez wszystkie państwa Unii, aby wypracować
całościową strategię. Ponadto ważna jest również współpraca z państwami
północnej Afryki. Według niego należy m.in. wzmocnić kontrolę granic
zewnętrznych państw UE oraz uruchomić morskie patrole w rejonie
śródziemnomorskim. Oczywiście, najlepiej przeciwdziałać imigracji u jej źródeł,
czyli pomagać finansowo krajom rozwijającym się, głównie tym, z których
pochodzą imigranci.
Jednak na
razie kraje Trzeciego Świata nie zagwarantują swoim obywatelom dostatniego
życia i odpowiedniego standardu. Natomiast Europa Zachodnia kusi wszystkich.
Jest europejskim eldorado dla każdego imigranta. Szacuje się, że mieszka tutaj
około pięciu milionów obcokrajowców. I będzie ich coraz więcej. Społeczeństwo w
Europie Zachodniej starzeje się i potrzebuje nowych obywateli. Ci nowi
obywatele to nie tylko tania siła robocza, ale także wykwalifikowani
specjaliści. Migracja stwarza wielokulturowość, ale czy Europa jest już gotowa
na przyjęcie tylu imigrantów?
Krystian Bielatowicz
|
|