Powrót


18.09.2008

Coraz mniej czasu na prowadzenie bloga. I coraz częściej zastanawiam się nad jego sensownością.

Kilka dni temu znalazłem się na hali w Pieninach. Juhasi od kwietnia do października pracują w bacówce. Każdej nocy muszą być czujni, szczególnie teraz, jesienią. Gdy zmrok zapada, wilki podchodzą do zagrody, aby najeść się do syta zanim spadnie śnieg. W ostatnich tygodniach wilki zagryzły cztery owce.
Nie zdecydowałem się na przenocowanie na hali, ponieważ nie mogłem przeganiać z juhasami wilków. W ogóle nie mógłbym wychodzić z tego prowizorycznego legowiska, w którym nocują. Powód był istotny. Psy zagryzłyby mnie od razu. Choć w dzień przytulne i kochane, to w nocy stają się bestiami, które jako jedyne są w stanie wywęszyć wilka zanim dojdzie do zagrody. Nie ugryzą tylko owiec oraz juhasów.
Ale zanim pojawił się świt, ja już byłem na hali. Dojenie owiec rozpoczyna się jescze w ciemnościach. Dla takich chwil warto żyć. Bo przecież w fotografii sama fotografia to nie wszystko.

Noc była bardzo mglista. Światła praktycznie nie było. D700 na wysokich czułościach (3200-6400 ISO), przysłona f/2.8 i czas od 1/3 sek. do 1/25 sek. Parametry zmieniały się wraz z pojawianiem się światła. I chociaż niektóre zdjęcia na przybliżeniu nie mają praktycznie szczegółów oraz są poruszone, to nie o to chodzi. W fotografii lepiej zapomnieć o testach i przybliżeniach na 100%. Warto wziąć jakikolwiek aparat i w końcu zacząć robić zdjęcia.






Już bardzo dawno nie było takiej mgły. Wilki podejdą lada moment.



Przenikliwe zimno i pobudka na każde sczeknięcie psa. Trzeba przegonić zgłodniałe wilki.


Kiedy wilk podchodzi do owcy, ona nie ucieka. Zainteresowana, sama pcha się w paszczę zabójcy.
Potem popłoch i ucieczka. Pozostaje po niej tylko szkielet...




Powrót

 © Krystian Bielatowicz